Gwiazdy rodzą się po cichu

Wydarzenia z ostatnich dni każą nie tylko mi utwierdzić się w przekonaniu, że szlachetna idea sportu w naszym narodzie wciąż jest żywa, a słynne hasło „fair play” to nie tylko czcze gadanie, ale postawa godna największych!

Wielu wnikliwych obserwatorów i ekspertów takiej decyzji mogło się spodziewać. Niemniej słowa Ryszarda Krauzego - właściciela Asseco Prokomu Gdynia szeroko komentowane były w niemal wszystkich mediach sportowych w Polsce. Główny dobrodziej i twórca potęgi gdyńskiej drużyny postanowił wycofać się z dalszego wspierania koszykarzy. Ta informacja od razu wywołała lawinę spekulacji. Co niektórzy sugerowali rychły upadek mistrzów Polski. Inni zastanawiali się nawet czy nie odbije się to na kondycji - i tak już podupadłej - polskiej koszykówki.

Ożywiły się także internetowe fora, na których trwała gorąca dyskusja o przyszłości zawodników Asseco Prokomu. Kto, gdzie, kiedy i za ile. Kibice jakby tylko na to czekali. A kolejne dni dostarczały kolejnych wieści z szeregów mistrzów Polski. Łukasz Koszarek we Włoszech, Adam Hrycaniuk w Anwilu lub Turowie, Mateusz Ponitka w Stelmecie… Internet wrzał. Tymczasem niespodziewanie do głosu doszli sami zainteresowani. Po rozmowach we własnym gronie, dali mediom jasny przekaz: „Nigdzie się nie wybieramy, zamierzamy dograć sezon do końca”.

To postawa godna prawdziwych Sportowców. Koszykarze tym samym udowodnili, że w świecie pełnym konsumpcji, pieniądz wcale nie jest najważniejszy. Owszem, większość z nich zarabia dobrze, a nawet bardzo dobrze w odniesieniu do przeciętnego Kowalskiego. Swoim gestem pokazali jednak jedność z klubem i właścicielem, który przez lata był dla nich wzorowym pracodawcą. Teraz gdy przyszłość klubu wydaje się być przesądzona, chcą wspólnie pokazać jedność i zdobyć mistrzostwo dla Gdyni.

Gest koszykarzy naprawdę zasługuje na pochwałę. Docenili to kibice, którzy na ostatnim meczu skandowali nazwiska poszczególnych zawodników. Cała dziesiątka miała swoje chwile chwały. Fani podziękowali także trenerowi Andrzejowi Adamkowi.

Postawa godna fair play. Szacunek Panowie!

To ważne w dzisiejszych czasach, w których częściej słyszymy o tej ciemniejszej stronie sportu. W czasach, kiedy co rusz mamy skandale z udziałem sportowców-celebrytów. Czasach, kiedy na jaw wychodzą kolejne afery dopingowe i handlowanie meczami. W końcu w czasach zdominowanych przez konsumpcjonizm, wygodę i brak dystansu do otaczającego nas świata.

Piękna w sporcie jest radość z sukcesu. Łzy na mecie, płacz na podium czy prawdziwa euforia z pobitego rekordu. Czasem jest to jedynie walka z przeciwnikiem, czasem na drodze stoi dużo poważniejszy konkurent - własne ja. Przezwyciężenie samego siebie to klucz do sukcesu.

Jakże piękna była niedziela i widok zszokowanej Moniki Hojnisz. Nikomu bliżej nieznana zawodniczka wywalczyła dla Polski brązowy medal mistrzostw świata w biathlonie. Jeszcze kilka godzin po finiszu Hojnisz nie dowierzała w to co się stało. A zrobiła wiele. Osiągnęła historyczny wynik. Przypadek? Wiecie nic nie dzieje się bez przyczyny. Ciężką pracą naprawdę można wiele zdziałać.

Spokojnie. Daleki jestem od obwieszczania wszem i wobec, że oto nasza dyscypliną numer jeden powinien być biathlon. Nie sugeruję też nic Pani Minister Sportu. Piszę tylko o fenomenie sportu i niespodziankach, bo chyba nikt nie wątpi, że brązowy medal studentki AWF w Katowicach był planowany…

Sukcesy polskich sportowców pokazują pewną prawidłowość - lepiej czujemy się w roli niedocenianych niż faworytów. Oczywiście są wyjątki, ale generalnie ta reguła, zwłaszcza w sporcie, jest aż nadto widoczna. Może zatem nie oczekujmy cudów od piłkarzy, a wyniki przyjdą same…

Przecież gwiazdy rodzą się po cichu…
Trwa ładowanie komentarzy...